Natalia – Plymouth University – Navigation and Maritime Science
STUDIA ZA GRANICĄ :))
Zawsze chciałam pójść o krok dalej. Gdy dorosłam na tyle, by zacząć myśleć o swojej przyszłości, sięgałam wyobraźnią po niemożliwe. Niemożliwe – tak wtedy myślałam i pielęgnowałam to trzymając głęboko w sercu. Ale marzenia z wiekiem tylko narastały, zamiast niknąć, więc pewnego dnia wypowiedziałam je na głos. I to był drugi krok. Pierwszym była sama odwaga, by marzyć. Zaczęło się od myśli dziecinnie nieprawdopodobnej, a skończyło nowym początkiem na studiach w Wielkiej Brytanii. Pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami miejsce miało mnóstwo innych, które teraz chciałabym dla Was pokrótce opisać. Gdy rozpoczynałam naukę w liceum, wiedziałam co chcę robić w przyszłości, mianowicie pracować jako nawigator w marynarce handlowej. Założeniem mojej rodziny były studia na Akademi Morskiej w Gdyni, moim – studia w Anglii. Kiedy oświadczyłam to moim bliskim, nie byli zachwyceni. Przez cały rok próbowali odwieść mnie od tej myśli i nie było mi łatwo wytrwać przy swoim postanowieniu, gdyż nie była to łatwa decyzja i dla mnie. Myślę, że niejedno z Was, które również chce studiować za granicą, doświadcza teraz podobnej sytuacji oraz huśtawki emocjonalnej. Jednak gdy moja rodzina uświadomiła sobie, jak zdeterminowana jestem, by osiągnąć ten cel, z ciężkim sercem zaczęła mnie wspierać, nawet jeśli do końca nie rozumiała, dlaczego tak postanowiłam. I jestem im za to wdzięczna, bo jestem teraz bardzo szczęśliwa i dumna z siebie.
PRZEPROWADZKA DO ANGLII
Do Anglii przyjechałam autokarem. Podróż trwała ok. 24 godziny, ale zabrałam zdecydowanie więcej bagaży, niż mogłabym wziąć do samolotu. Z uwagi na to, że jestem studentem spoza granic Wielkiej Brytanii, do akademika mogłam wprowadzić się tydzień wcześniej, niż reszta studentów. Ten czas poświęciłam na zakupienie wszystkich rzeczy potrzebnych do życia (pierwszą noc spałam pod kurtką, a na śniadanie zjadłam jedną z czekolad, które dostałam od rodziny, gdy mnie żegnali…) oraz na poznanie mojego nowego miasta i uczelni. W następnym tygodniu rozpoczął się Freshers Week – popularny w całej Anglii tydzień pełen imprez i atrakcji, dający możliwość nawiązania wielu znajomości, jeszcze przed rozpoczęciem nauki. W tym czasie poznałam moje koleżanki z mieszkania, wszystkie są angielkami, oraz wykładowców. W ciągu tych dwóch tygodni nie przestałam być podekscytowana nawet na chwilę. Na każdym kroku doświadczałam rzeczy nowych, interesujących, nawet jeśli drobnostek.
NIESPODZIANKI W UK :)
Po pierwsze- i dla mnie najważniejsze – ludzie są wychowani w bardzo wysokiej kulturze i tolerancji. Ile razy uśmiechnęliście się do kogoś, a ta osoba odwróciła wzrok? Doświadczyłam tego wiele razy w Polsce. Nie twierdzę, że tacy ludzie są nieuprzejmi, a nieprzyzwyczajeni do takiej formy życzliwości i zapewne myślą, że taki uśmiech nie był skierowany do nich. Nie spotkałam się z tym w UK do tej pory. Ludzie dużo się uśmiechają i potrafią nawiązać spontaniczną, aczkolwiek niezobowiązującą rozmowę na środku ulicy. Nie ma w tym nic dziwnego, czy niezręcznego, wręcz przeciwnie – jest to naturalne. Mnie osobiście pewna kobieta zaczepiła słowami “I like your trousers, where have you bought them sweetheart?”. W szoku? Ja byłam zdziwiona za każdym razem, gdy przydarzała mi się taka sytuacja, aż zrozumiałam, że tutaj po prostu tak jest. Zupełnie nowe dla mnie było również, że poza “hello” na przywitanie ludzie zawsze pytają “how are you?”. Zawsze. Jednak nie chodzi o to aby opowiadać im historię swojego dnia. To po prostu zwrot grzecznościowy, który daje nam poczucie, że ktoś się nami interesuje i należy na niego odpowiedzieć tym samym. Nawet jeśli to tylko kwestia kultury, a nie rzeczywistego zainteresowania, wciąż poprawia mi to humor i sprawia, że relacje z ludźmi są pozytywne od pierwszego spotkania.
Drugą różnicą, którą z przyjemnością odnotowałam, to sposób, w jaki traktuje się tu zwierzęta. Kochasz swojego zwierzaka i traktujesz go jak członka rodziny? Tu nie musisz się tego WSTYDZIĆ! W Wielkiej Brytanii zwierzęta mają więcej praw. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, jak poszłam na pierwsze zakupy do centrum handlowego, a po pasażu przechadzali się ludzie z psami, dużymi, małymi, w ubrankach i bez. Na witrynach sklepowych widnieją naklejki “this shop is dog-friendly”, a właściciele- naturalnie- są dla swoich pupili “mommy and daddy” i obwieszczają to publicznie, jak również dają się polizać po twarzy. Tak. Również publicznie. Na kimś może to nie robić wrażenia, bądź wzbudzać obrzydzenie, ale moje odczucia w tym kierunku są niesamowicie ciepłe. Sama mam psiaka (nie tutaj, w Polsce) i czuję się okropnie, kiedy ktoś mówi “przestań, ludzie patrzą”, jak okazuję mu ciepłe uczucia. Tutaj wzbudza to sympatię. Nie widziałam także ani jednego bezdomnego, zabłąkanego psa, z czym niestety bardzo często spotykałam się w Polsce. Ciekawostka: na teren UK nie mają wstępu cyrki, w których występują zwierzęta. Byłam na jednym przedstawieniu i bawiłam się znakomicie, oglądając jedynie utalentowanych ludzi.
Nie mogłabym nie wspomnieć o herbacie z mlekiem. Chcecie być uprzejmi i proponujecie komuś herbatę? Brytyjczycy nie odmówią, ale pamiętajcie o mleku. To w sumie jest całkiem smaczne



Jeśli chodzi o samą uczelnię, to również jestem pod wielkim wrażeniem. Plymouth University składa się z wielu budynków, rozmieszczonych na terenie całego kampusu. Każdy budynek przystosowany jest do innego fakultetu i w pełni wyposażony pod jego kątem. Na przykład, większość moich zajęć odbywa się w Marine Building, gdzie korzystamy z symulatorów mostka oraz naprawdę wielu innych przyrządów, z którymi będę pracowała na prawdziwym statku. Mówiąc szczerze, jeszcze nie widziałam nawet połowy z nich… . Jako studenci mamy prawo przyjść i w każdej chwili, gdy sale nie są zajęte, korzystać z nich i ćwiczyć nasze umiejętności. Mamy bardzo dużo zajęć praktycznych, a oceny zdobywamy na podstawie curseworks – pisemnych prac lub prezentacji. Forma coursework zależy od kierunku, jaki dana osoba wybierze. I cóż, nie ma tu pojęcia sesji. Mam 4-godzinny test po przerwie świątecznej.
W dodatku, na każdym kierunku jest możliwość lub konieczność podjęcia placement – praktyki z dala od uczelni. Długość i miejsce placement również zależą od kierunku, jaki się wybierze. Moje koleżanki pielęgniarki w marcu mają dwa miesiące praktyk w miejscowym szpitalu. Ja w przyszłym roku na kilka miesięcy wypłynę w morze (w tym nie mogę bo muszę mieszkać w UK przez rok). W moim przypadku jest to praktyka płatna. Byłam również w wielkim szoku, kiedy po raz pierwszy weszłam do naszej uniwersyteckiej biblioteki. 3 piętra, a na każdym z nich wiele stanowisk z komputerami Apple oraz tymi z systemem operacyjnym Windows. Kawiarnia oraz wiele maszyn z jedzeniem (niekoniecznie zdrowym heh). Biblioteka otwarta jest 24 godziny na dobę przez wszystkie dni w tygodniu i zawsze jest tam jakiś pracownik, gotowy by pomóc w każdej kwestii. Jeśli ktoś potrzebuje wyjątkowej ciszy do nauki lub przygotowania prezentacji, może wynająć pokoje do nauki. Są dostępne w różnych wielkościach, a wiele z nich posiada telewizory lub projektory.



Na początku wolałam mówić, niż słuchać. Co mam na myśli? Prawie każdy anglik ma inny akcent… Poważnie, ludzie pochodzący z różnych miast, oddalonych od siebie zaledwie o 50km, mogą mieć zupełnie różne akcenty. Nie jest łatwo się do tego przystosować i rozumieć dobrze przy pierwszym spotkaniu. Tym bardziej, że używają dużo slangu.
W chwili obecnej, po trzech miesiącach spędzonych w UK, czuję bardo dużą poprawę w komunikacji. Ale większość czasu przebywam między ludźmi, zmuszona do bycia co najmniej biernym słuchaczem. Również pisanie prac do oceny wiele mi dało. Mogę spokojnie powiedzieć, że nie mam już żadnych problemów w “dogadywaniu się” z ludźmi, poza drobnymi niezrozumieniami slangu lub akcentu, o których wyjaśnienie od razu proszę.
Z doświadczenia doradzę każdemu, kto chce podjąć jakąś pracę, by napisał bardzo dobre CV jeszcze w Polsce. Ja nie miałam żadnego doświadczenia i długo szukałam pracy, jak również wiele razy poprawiałam moje CV. To był najbardziej stresujący okres mojego pobytu tutaj. Ale ostatecznie pracuję w McDonaldzie od prawie dwóch miesięcy i jestem bardzo zadowolona z tej pracy.

Opisuję to, ponieważ ja wiele się nakłopotałam, zanim do tego doszłam, i bardzo chciałabym mieć takie wskazówki na początku. Ale jeśli wyjeżdża się na studia do obcego państwa, samemu i troszkę w ciemno, trzeba być przygotowanym na wszystko, hihi. Poza pewnymi problemami i stresem na początku, teraz jestem bardzo zadowolona. Cieszę się ze wszystkiego i nadal codziennie daję się miło zaskoczyć. Bardzo tęsknie za domem, ale jest to dobra tęsknota. Zdrowa. Czekam z niecierpliwością na mój 2-tygodniowy powrót do Polski i pewnie z przyjemnością zostałabym tam dłużej, ale nie wyobrażam sobie nie wrócić do Anglii na moje studia. Jest na prawdę niesamowicie. Potrzeba czasu, żeby się przyzwyczaić do kraju i jednak troszkę innych obyczajów oraz ludzi, a także do życia studenta. Trochę cierpliwości i pracy- i może być na prawdę genialnie.
Gdybym miała decydować jeszcze raz, podjęłabym taką samą decyzję o studiowaniu w UK. Niesamowita przygoda oraz nauka o innych, a także o mnie samej. Gorąco zachęcam wszystkich do poszerzania waszych horyzontów i sięgania po więcej.
Natalia
