Jagoda – London Metropolitan University – Translation (MA)
Cześć!
W moim przypadku wyglądało to tak, że w trakcie ostatniego roku licencjatu na kierunku lingwistyka stosowana w Polsce, postanowiłam aplikować na studia magisterskie w Londynie, w zasadzie za namową koleżanki, która pracuje dla „Studia w Anglii” (dzięki, Daria!). Wytłumaczyła mi jak to działa i skierowała do osób, które zajmują się masterami. Pomoc okazała się niezastąpiona i od ponad miesiąca jestem zadowoloną studentką London Metropolitan University (kierunek: Translation).
Kilka wskazówek/spostrzeżeń/informacji ode mnie:
SKŁADNIE PODANIA na studia magisterskie w Anglii
Warto zabrać się za kompletowanie dokumentów (szczególnie referencji i listu motywacyjnego) dość wcześnie, dlatego że może być tak, że będzie trzeba kilkakrotnie odsyłać je do poprawki, aby spełniały kryteria, a wykładowcy/pracodawcy mają mnóstwo innych obowiązków i czasami ciężko im znaleźć czas, żeby usiąść do naszego listu. U mnie łącznie zajęło to około 4 miesięcy.
ŻYCIE I PRACA W LONDYNIE
Trzeba liczyć się z kosztami. Pożyczka bardzo wszystko ułatwia, ale nie dostaje się jej wcześniej niż w dniu, w którym rozpoczynają się studia, więc trzeba mieć dość sporą kwotę na początek, szczególnie na depozyt za zakwaterowanie.
Początek może być dla niektórych ciężki – pierwsze kilka dni spędziłam zawalając przyjaciół i rodzinę wiadomościami na Skype, Messengerze i WhatsAppie, przełykając łzy z tęsknoty ;). Teraz nie wyobrażam sobie, żebym miała już wracać do Polski. Czuję niedosyt!
To prawda, że da się pogodzić studia i pracę. Ja mam zajęcia od poniedziałku do środy. Zaczynają się nie wcześniej niż o 12 i kończą maksymalnie o 20, więc wszystko da się zorganizować. Utrzymuje się sama, ale póki co skrupulatnie kontroluje wydatki.
Szukając pracy warto sprawdzić, jak powinno wyglądać CV w UK, dlatego że różni się ono trochę od tego polskiego. Ja pracę znalazłam pierwszego dnia, roznosząc CV po restauracjach/ kawiarniach w pobliżu mieszkania, więc nie ma co się za bardzo martwić.
ZAKWATEROWANIE
Jeśli chodzi o zakwaterowanie, osobiście nie polecam wynajmowania przez agencje, ponieważ robi się tam wszystko, żeby jak najszybciej „pozbyć się” pokoju, a potem zapomnieć o najemcy, kiedy on czegoś potrzebuje. Często też w takich miejscach pokazuje się jedynie zdjęcia/filmiki z mieszkania (upiększone), odmawiając obejrzenia go osobiście. Argument? Ktoś inny może w tym czasie przyjść do biura i sprzątnąć pokój sprzed nosa. Niestety z doświadczenia wiem, że wcale tak nie jest, za to bardzo prawdopodobne, że trafisz do brudnego pokoju, w którym ledwo mieszczą się łóżko i szafa, brakuje żarówki i zasłony w oknie ;)
W Londynie bardzo często łatwiej spotkać obcokrajowca niż Brytyjczyka. Niczym nadzwyczajnym nie jest też bliskie spotkanie z wiewiórką, a nawet lisem! (I nie mówię tu o spacerze po parku.)
Zakupy spożywcze warto robić w Lidlu albo Aldim ;) Dobrym miejscem jest też Poundland, szczególnie jeśli chodzi o środki czystości.
Mimo, że ten wyjazd nie jest moją pierwszą wizytą w Anglii, chyba nigdy nie zrozumiem, dlaczego okna otwierają się na zewnątrz, a zlewy często mają dwa osobne krany z ciepłą i zimną wodą…
Jeśli poruszasz się po Londynie głównie autobusem, możliwe, że lepiej będzie opłacało się doładowywanie karty Oyster i używanie Pay as you go, zamiast kupowania Travelcard (warto zajrzeć na www.tfl.gov.uk)
UCZELNIA I KAMPUS LONDON MET
Prawdopodobnie trafisz do międzynarodowej grupy (w mojej są osoby z Grecji, Włoch, Rumunii, Francji, Rosji, Hongkongu, Japonii, Kuby, Anglii i 1 osoba z Polski oprócz mnie). Poznałam też osoby z USA, Filipin, Indii, Austrii, Norwegii… Wykładowcy często także pochodzą z różnych krajów.
Kampus London Met na Holloway Road to kręte korytarze i korytarzyki, więc „zgubiłem/-łam się”, słyszy się kilka razy w tygodniu, zarówno od studentów, jak i pracowników.
Mamy dostęp do biblioteki od 8 rano do północy. Książki wypożycza się i oddaje przy użyciu maszyn samoobsługowych, możemy non stop korzystać z komputerów i drukarek, których jest naprawdę masa. Jest też kilka kawiarni, które serwują kawę z Costy i Starbucksa, są mikrofalówki, mnóstwo gniazdek, jeśli jest potrzeba podładowania telefonu czy laptopa. Mamy też klub studencki „The Rocket”, który wg mnie wygląda bardzo dobrze. Jest nawet karta zniżkowa na zakupy w kawiarniach na terenie kampusu.
Pierwsze dwa tygodnie („Freshers’”) składały się z imprez i ciekawych wydarzeń (dodaję zdjęcie). Bardzo łatwo nawiązać tam nowe znajomości.
Uczelnia naprawdę stara się pomagać i ułatwiać nam życie jak tylko może – materiały z zajęć publikowane są na platformie Weblearn, niektóre zajęcia odbywają się online, mamy dostęp do wifi na terenie całego campusu, można korzystać z pomocy biura karier (doradzają w pisaniu CV, listu motywacyjnego itp.), często odbywają się różnego rodzaju targi, warsztaty, można być członkiem drużyny sportowej czy stowarzyszeń studenckich.
Jeśli nadal się wahasz w kwestii studiów w Anglii, przestań. Do dzieła! Taki wyjazd daje niesamowite możliwości, daje poczucie niezależności i otwiera oczy. Jak dla mnie naprawdę warto!
POWODZENIA!